Joanna Wielgolawska-Pilas

adwokat

Jestem adwokatem od 2011 roku. Specjalizuję się w prawie medycznym i odszkodowawczym. Prowadzę procesy dotyczące błędów medycznych...
[Więcej >>>]

Skontaktuj się!

Dostęp do nagrania z teleporady

Joanna Wielgolawska-Pilas01 września 2020Komentarze (1)

nagranie z teleporady

Z tego artykułu dowiesz się:

  • czy nagranie z konsultacji telemedycznej stanowi część dokumentacji medycznej,
  • także czy jako pacjent masz prawo dostępu do takiego nagrania,
  • oraz czy masz prawo uzyskania takiego nagrania jako osoba bliska zmarłego pacjenta.

W dalszym ciągu znaczna część konsultacji medycznych odbywa się w formie tzw. teleporad. Z reguły przed rozpoczęciem rozmowy z lekarzem jesteśmy pytani, czy wyrażamy zgodę na jej nagrywanie.

Szczególnie w lecznictwie prywatnym jest to warunek odbycia telefonicznej konsultacji medycznej.

Wobec tego, czy nagranie teleporady
stanowi część dokumentacji medycznej?

Rodzaje i zakres dokumentacji medycznej określa całkiem świeże Rozporządzenie Ministra Zdrowia z 6 kwietnia 2020 r. Przyjęte już w czasach COVID-19, kiedy leczenie przeniosło się w znacznej mierze na łącza telefoniczne.

Pomimo różnorodności form dokumentacji medycznej, próżno szukać wśród niej nagrania z konsultacji telemedycznej. Nagranie porady lekarskiej nie stanowi więc dokumentacji medycznej. W rezultacie nie podlega zasadom udostępniania jak dokumentacja medyczna.

Podmiot medyczny nie ma też obowiązku jego archiwizacji i przechowywania przez okresy typowe dla dokumentacji medycznej.

Co to zmienia w sytuacji pacjentów?

Pacjent nie otrzyma nagrania z teleporady na wniosek o udostępnienie pełnej dokumentacji medycznej.

Wobec tego, czy pacjent w ogóle nie ma prawa do uzyskania kopii nagrania ze swojej konsultacji telemedycznej?

Nierzadko zdarza się, że podczas rozmowy telefonicznej z lekarzem chory przekazuje o wiele więcej informacji dotyczących jego stanu zdrowia niż zostało to odnotowane w dokumentacji medycznej. Analogicznie, lekarz podaje dodatkowe zalecenia, których nie odnotowuje w historii choroby pacjenta.

Nagranie z telefonicznej konsultacji może być więc cennym dowodem w sprawie o błąd medyczny.

Jak więc je pozyskać?

Nagranie z teleporady to dane osobowe

Warto wiedzieć, że nagranie telefonicznej konsultacji medycznej to dane osobowe, do tego tzw. dane wrażliwe, gdyż dotyczące stanu zdrowia. Są to m. in. informacje o chorobie, historii medycznej, dotychczasowym leczeniu, aktualnym stanie zdrowia itp.

Nagranie z konsultacji medycznej podlega więc zasadom przetwarzania jak dane osobowe.

A to oznacza, że osoba, której dane dotyczą, jest uprawniona do uzyskania dostępu do swoich danych osobowych (art. 15 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych „RODO”).

Przekładając to na uprawienia pacjenta – jest on uprawniony do dostępu do nagrania udzielonej mu telefonicznie konsultacji medycznej.

Co istotne, pierwsza kopia przetwarzanych danych osobowych jest wydawana nieodpłatnie (art. 15 ust. 3 RODO). Placówka medyczna powinna więc wydać kopię nagrania z teleporady bez pobierania opłat.

Czy prawo uzyskania nagrania z teleporady
dotyczy bliskich pacjenta?

Odpowiadając na to pytanie, trzeba zwrócić uwagę na to, że RODO posługuje się określeniem „osoba, której dane dotyczą”. Oznacza to, że prawo dostępu do danych osobowych, a w naszym przypadku – do nagrania, dotyczy wyłącznie pacjenta.

Do wystąpienia z wnioskiem o udostępnienie nagrania nie będą zatem uprawnieni bliscy zmarłego pacjenta ani osoby upoważnione przez niego do dostępu do dokumentacji medycznej.

Prawo pacjenta do dostępu do danych osobowych, o którym mowa w art. 15 RODO, jest prawem odrębnym od prawa dostępu do dokumentacji medycznej.

Dlatego też upoważnienie udzielone przez pacjenta innej osobie do dostępu do jego dokumentacji medycznej nie obejmuje upoważnienia do dostępu przez tę osobę do nagrania z konsultacji telemedycznej.

Podsumowując:

  • nagranie z teleporady nie wchodzi w skład dokumentacji medycznej;
  • pacjent może uzyskać dostęp do takiego nagrania na podstawie przepisów o ochronie danych osobowych;
  • uprawnienie to nie dotyczy już jednak osoby upoważnionej przez pacjenta ani bliskich zmarłego.

*****

Poczytaj także o:

Dostęp do usług medycznych jest w dalszym ciągu utrudniony z powodu koronawirusa. Substytutem tradycyjnych wizyty u lekarza stały się więc w dużej mierze teleporady.

O ograniczeniach związanych z telefonicznymi konsultacjami medycznymi pisałam już w artykule: pt.: Telemedycyna w czasach pandemii.

Teraz pora zastanowić się nad odpowiedzialnością prawną za teleporadę.

teleporada

Odpowiedzialność prawna
za błędną teleporadę

Muszę przyznać, że mój punkt widzenia na tę kwestię zmienił się. Początkowo, jeszcze przed epidemią koronawirusa, moje odczucia co do odpowiedzialności prawnej lekarza konsultującego pacjenta przez telefon były bardziej liberalne. Przecież nie może on zbadać pacjenta fizykalnie, nie widzi go, często jest to pierwszy kontakt lekarza z chorym.

To wszystko prawda.

Nie można jednak zapominać, że podczas konsultacji telefonicznej lekarz stawia diagnozę, przepisuje leki, skierowania, wykonuje więc standardowe świadczenia zdrowotne. W konsekwencji, warunkuje sposób leczenia oraz szanse na wyleczenie.

Pacjenci polegają na telemedycznych diagnozach lekarskich.

Bardzo obrazowo widać to na przykładach pacjentów, których bliscy trafili do mnie po ich śmierci, która nastąpiła po nietrafionym leczeniu przez telefon. Tak, drodzy medycy – błędne rozpoznanie i w konsekwencji niewłaściwe leczenie zaordynowane przez telefon, może przyczynić się do śmierci pacjenta. 

Błędy medyczne w ramach
teleporady i ich skutki

Rzuć okiem na dwa przykłady z życia wzięte:

Pierwszy:

Pierwszy chory trafił na SOR z powodu silnego bólu brzucha, promieniującego do okolicy lędźwiowej. Bólowi towarzyszyły nudności oraz wymioty. W szpitalu postawiono diagnozę kolki nerkowej. Lekarz poinformował pacjenta, że jest to spowodowane kamicą nerkową i ból ustąpi po tym, jak „wysika” kamień (którego notabene nie było widać na USG).

Chorego uprzedzono, że będzie to długotrwały, bolesny proces, a do momentu pozbycia się kamienia mocz będzie jedynie „kropelkował”. Pacjent otrzymał receptę na leki rozkurczowe i przeciwbólowe, po czym został wypisany do domu. Dodam, że pacjent miał tylko jedną nerkę.

W kolejnych dniach, tak jak zapowiedzieli lekarze, mocz „kropelkował”. Pacjent i jego rodzina odczytywali te objawy jako normalne przy konieczności „wysikania” kamieni nerkowych. Byli  przekonani, że leczenie postępuje prawidłowo, ale stan ogólny pacjent nie poprawiał się. 

Po kilku dniach chory zdecydował, że skorzysta z telefonicznej konsultacji medycznej w ramach abonamentu medycznego, który posiadał. Przesłał lekarzowi dokumentację medyczną, którą otrzymał ze szpitala. Po jej analizie i rozmowie z pacjentem lekarz udzielający e-porady potwierdził, że leczenie przebiega prawidłowo. 

Minęło kilka kolejnych dni i stan chorego pogorszył się do tego stopnia, że wystąpiły u niego zaburzenia świadomości. Rodzina zawiozła chorego na SOR, skąd trafił na Oddział Intensywnej Terapii. W szpitalu zdiagnozowano ostrą niewydolność jedynej nerki pacjenta. Zweryfikowano też błędną diagnozę kolki nerkowej, rozpoznając u chorego zawał nerki.

Niestety było już za późno na odwrócenie skutków, stan pacjenta był tak poważny, że zmarł w trakcie hospitalizacji.

Drugi:

Druga sytuacja dotyczyła leczenia infekcji dróg oddechowych. Wydawałoby się rzecz banalna. Tak, ale nie w dobie koronawirusa i w przypadku osoby z grupy podwyższonego ryzyka śmiertelności. Lekarz pierwszego kontaktu w ramach teleporady przepisał chorej antybiotyk. Po zakończeniu antybiotykoterapii stan pacjentki nie poprawił się. W dalszym ciągu uskarżała się na osłabienie oraz duszność.

Lekarz zalecił wzmocnienie organizmu witaminami. Nie zalecił osobistej wizyty lekarskiej ani żadnych badań diagnostycznych. Następnego dnia pacjentka udała się na izbę przyjęć do szpitala. Tam postawiono wstępną diagnozę zachorowania na COVID-19. Testu już nie wykonano, ponieważ chora zmarła jeszcze tego samego dnia.

Oba przypadki nie zwiastowały początkowo niczego dramatycznego. Pacjenci nie zgłosili się do konsultacji telemedycznej w stanach nagłych. Pierwszy pacjent został przecież zbadany na szpitalnym SOR-ze, gdzie postawiono diagnozę i zalecono leczenie, które przebiegało zgodnie z przewidywaniami. Drugi przypadek to była tylko zwykła infekcja dróg oddechowych. 

Na czym więc polegały błędy lekarzy?

Pierwszy lekarz podjął się leczenia w sytuacji, gdy ze względu na ograniczenia diagnostyczne związane z poradą zdalną, powinien skierować pacjenta na wizytę osobistą. Ewentualnie, mógł zlecić wykonanie nowych badań, z którymi chory powinien zgłosić się na taką wizytę.

Nie zrobił tego i opierał swoją diagnozę na nieaktualnych już wynikach badań. Ponadto, jak się później okazało, zostały one błędnie zinterpretowane zarówno przez lekarzy na SOR-ze, jak i przez niego samego.

Niewątpliwie, rozpoznanie postawione przez specjalistów w szpitalu jest bardzo sugerujące dla lekarza konsultującego w ramach teleporady. Nie ma on przecież takich możliwości zbadania pacjenta jak lekarze, którzy mieli osobisty kontakt z pacjentem.

To także przemawia za tym, że lekarz nie powinien skierować pacjenta na osobistą wizytę. W formie teleporady nie mógł bowiem zapewnić pacjentowi odpowiedniej diagnostyki.

Jeżeli chodzi o postępowanie drugiego z medyków, to zbagatelizował brak poprawy. Bezpodstawnie założył, że choroba już ustąpiła, a organizm pacjentki wymaga jedynie wzmocnienia. Ze względu na wiek, chora należała do grupy podwyższonego ryzyka śmiertelności w przypadku zachorowania na COVID-19.

Mamy przecież do czynienia ze stanem epidemicznym i każdy z nas może potencjalnie zarazić się koronawirusem. W przypadku braku poprawy i ograniczonej możliwości zbadania pacjentki, lekarz powinien zalecić jej osobistą wizytę u lekarza. 

Porada telemedyczną nie zastępuje
osobistej opieki lekarza nad pacjentem

Podsumowując działania obu lekarzy, trzeba pamiętać, że porada telemedyczna nie zastępuje osobistej opieki lekarza nad pacjentem. Stanowi jedynie uzupełnienie tego procesu i ułatwienie organizacyjne.

Nic w tym zakresie nie zmienia stan epidemiczny. Teleporady nie mogą stać się podstawową formą kontaktu pacjenta z lekarzem, ponieważ nie wszystkie przypadki się do tego kwalifikują.

Warto przypomnieć, że najczęstszą przyczyną błędów diagnostycznych jest niedokładne przeprowadzenie badania, niezalecenie badań dodatkowych, czy zebranie niedokładnego wywiadu. Ryzyko popełnienia tych zaniechań wzrasta istotnie w przypadku teleporady.

Szczególnie w odniesieniu do pacjentów pierwszorazowych, którzy nie mają jeszcze żadnej historii choroby ani badań diagnostycznych.

Odpowiedzialność prawna za błędną teleporadę

Jak już wspomniałam, konsultacje telemedyczne są świadczeniem zdrowotnym tak samo, jak wizyta w przychodni. Teleporady podlegają więc takim samym kryteriom oceny, jak świadczenia medyczne udzielne pacjentowi osobiście. 

Za błędy medyczne popełnione przy udzielaniu konsultacji telemedycznych, lekarze podnoszą więc odpowiedzialność cywilną, karną oraz zawodową.

Dlatego też, istotnymi elementami leczenia na odległość, na które zwraca uwagę Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej (https://nil.org.pl/uploaded_files/1575014546_ps100-19-viii.pdf) są poinformowanie pacjenta o:

  • ewentualnych ograniczeniach konkretnej metody telemedycznej oraz
  • możliwości wyboru przez pacjenta bezpośredniego kontaktu z lekarzem, na każdym etapie udzielania takiego świadczenia telemedycznego. 

Zdjęcie: National Cancer Institute on Unsplash

Czy koronawirus może być przyczyną ograniczenia praw pacjenta - lekarz z maseczka

Od marca funkcjonujemy w nowej pandemicznej rzeczywistości, która ma także ogromny wpływ na leczenie innych chorób niż COVID-19.

Na początku epidemii dostęp do świadczeń medycznych został ograniczony do przypadków nagłych i stanów zagrażających życiu.

Odwołano zabiegi planowe, przychodnie zarówno prywatne jak i publiczne zostały zamknięte, a świadczenia medyczne, poza paroma wyjątkami ograniczono do konsultacji telemedycznych.

Na wszystkie placówki medyczne nałożono konieczność zachowania reżimu sanitarnego, mającemu zapobiec rozprzestrzenianiu się koronawirusa.

Konsekwencją jest ograniczenie praw
pacjentów oraz ich bliskich

Nowe realia przyniosły ze sobą wiele trudnych sytuacji: porody bez asysty osób bliskich, zakaz odwiedzin chorych oraz umieranie pacjentów w samotności. Sytuacje te były i są źródłem frustracji oraz rozgoryczenia pacjentów oraz ich bliskich. 

Zgłaszają się do mnie rodziny pacjentów hospitalizowanych i leczonych w takich warunkach. Są przekonani, że doszło do naruszenia praw pacjenta, a w konsekwencji, że powinno zostać wszczęte postępowanie przeciwko lekarzom lub placówce medycznej.

Czy faktycznie są do tego podstawy?

Kiedy można ograniczyć korzystanie
z praw pacjenta

Zgodnie z art. 5 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, kierownik placówki medycznej lub upoważniony przez niego lekarz może ograniczyć korzystanie z praw pacjenta:

  • w przypadku wystąpienia zagrożenia epidemicznego; 
  • ze względu na bezpieczeństwo zdrowotne pacjentów; 
  • ze względu na możliwości organizacyjne podmiotu, w przypadku prawa do odwiedzin bliskich.

W czasie pandemii mamy bez wątpienia do czynienia z dwoma pierwszymi przypadkami. Co do możliwości organizacyjnych naszych placówek medycznych, to i bez epidemii odbiegają one istotnie od nowiutkich, błyszczących nowoczesnym wyposażeniem szpitali z seriali o medykach. 

Także podstawy do ograniczania praw pacjenta istnieją.

Prawa pacjenta, które nie podlegają ograniczeniu
nawet w czasie epidemii

Są jednak prawa pacjenta, które nie ulegają ograniczeniom nawet w przypadku stanu epidemicznego. Należą do nich:

  • prawo do informacji o stanie zdrowia, rozpoznaniu, proponowanych metodach leczenia i czasu ich trwania; 
  • prawo do leczenia, w tym innych chorób niż choroba zakaźna; 
  • prawo do poszanowania intymności i godności;
  • prawo do zgłaszania niepożądanych działań produktów leczniczych;
  • prawo dostępu do dokumentacji medycznej, która może być udostępniona do wglądu, w formie kopii, wydruku lub odpisu;
  • prawo do zasięgnięcia opinii innego lekarza lub zwołania konsylium. 

Najistotniejsze jest prawo do leczenia. Wszystkie pozostałe uprawnienia są jego pochodną i mają służyć zapewnieniu prawidłowego przebiegu procesu leczenia.

Standardy leczenia w czasie pandemii 

Oto przykład prosto z życia:

Ostatnio zgłosiła się do mnie córka zmarłej pacjentki, której tego prawa do leczenia odmówiono. Początkowo chora była leczona w drodze konsultacji telemedycznych i przyjmowała antybiotyk.

Po zakończeniu cyklu leczenia pacjentka nie zauważyła żadnej poprawy. Wręcz przeciwnie czuła się jeszcze gorzej, do tego stopnia, że rodzina skłoniła ją do wizyty na izbie przyjęć w miejscowym szpitalu.

Po przyjeździe do placówki chora nie została zbadana (!). Lekarz zamienił parę zdań z córką pacjentki, która przywiozła matkę do szpitala. Następnie wypisał skierowanie do oddziału, który w tej placówce był akurat zamknięty. Pacjentkę trzeba było przewieźć do drugiego szpitala – oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów, tracąc na to cenny czas, ponieważ stan chorej stale się pogarszał.

W drugim szpitalu pacjentka została zbadana, po czym okazało się, że skierowanie było zupełnie nietrafione. Pacjentkę powinno się leczyć na innym oddziale, którym nie dysponował drugi szpital. Było on za to w pierwszej placówce, do której zgłosiła się chora i została odesłana.

Niestety, było już za późno na kolejny transport chorej, zmarła ona niewiele później. Pacjentka nie otrzymała potrzebnych świadczeń medycznych, które powinny być udzielone jej kilka godziny wcześniej w poprzednim szpitalu i mogły dać szansę na przeżycie.

W tym przypadku w kardynalny sposób złamano prawo pacjenta do leczenia.

Czy koronawirus może być przyczyną
ograniczenia praw pacjenta

Jak już wspomniałam, nawet w czasie epidemii prawo pacjentów do leczenia nie powinno być ograniczane. Dotyczy to leczenia również innych chorób niż COVID-19. Epidemia nie uzasadnia także obniżenia standardów leczenia. Diagnozy nie można stawiać „na oko” ani na wyczucie, jak to zostało zrobione w opisanym przeze mnie przypadku. 

Do prawidłowego postawienie diagnozy konieczne jest osobiste fizykalne zbadanie pacjenta (art. 42 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty). Dotyczy to szczególnie pacjentów zgłaszających się do Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych, a więc z definicji pacjentów w stanie zagrożenia życia.

Wyjątek od zasady osobistego zbadania pacjenta dotyczy świadczeń telemedycznych, których napisałam w artykule pt.: Telemedycyna w czasach pandemii.

Bez badania pacjenta nie powinno więc stawiać się diagnozy i ukierunkować w ten sposób leczenia, tak jak to miało miejsce w opisanym przeze mnie przypadku. Jak przypuszczam, lekarz nie zbadał pacjentki, aby zachować dystans i nie narażać siebie na bezpośredni kontakt z chorą i ewentualne zakażenie koronawirusem.

Cała procedura została przeprowadzona na dziedzińcu szpitala – pacjentka siedziała w samochodzie, a lekarz stał po stronie kierowcy i rozmawiał z córką pacjentki, a nie z nią samą. Stanowiło to karykaturę wykonania świadczenia medycznego. Lekarz podjął się bowiem jego wykonania wydając skierowanie, które wpłynęło na dalszy przebieg leczenia.

W ten sposób medyk naruszył nie tylko przepisy ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty (art. 42 tej ustawy), ale także zasady etyki lekarskiej (art. 9 KEL).

Nawet stan epidemiczny nie może uzasadniać obniżenia standardów leczenia pacjentów.

Zdjęcie: Ashkan Forouzani on Unsplash

Telemedycyna w czasach pandemii

Joanna Wielgolawska-Pilas12 sierpnia 20202 komentarze

Był środek nocy. Serce Anny zaczęło bić jak szalone i oblały ją zimne poty. Bezprzewodowy glukometr połączony z wszczepioną pompą insulinową pokazywał gwałtowny spadek cukru we krwi.

Kiedy w organizmie Anny zachodziły gwałtowne zmiany, ona nie była niczego świadoma – spała. Za to w jej glukometrze włączył się wyjąc alarm, ale Anna straciła już przytomność i nie reagowała.

Po długich sekundach bez reakcji Anny, glukometr połączył się z centrum telemedycznym, które stale monitorowało swoich cukrzycowych pacjentów. Wystarczyła chwila, aby lekarz dyżurujący ocenił pojawiające się na ekranie jego komputera parametry pacjentki.

Anna weszła w stan ostrej hipoglikemii i jeżeli za chwilę poziom cukru w jej krwi nie zostanie wyrównany, dziewczyna zapadnie w śpiączkę.

Lekarz z poziomu swojego komputera błyskawicznie uwolnił odpowiednią dawkę glukagonu w pompie wszczepionej do jej organizmu i obserwował jak stan Anny stopniowo normalizuje się. A ona niczego nieświadoma spała dalej.

Rano na swojej aplikacji w telefonie znalazła raport z przebiegu całego zdarzenia, skierowanie na wykonanie badań diagnostycznych oraz zalecenie odbycia lekarskiej wizyty kontrolnej.

Telemedycyna w czasach pandemii - lekarz leczy przez komórkę

Świadczenie usług medycznych
w formie telemedycznej 

Zgodnie z definicjami podawanymi w literaturze medycznej (źródło podaję poniżej):

Telemedycyna to najnowocześniejsza forma świadczenia usług medycznych wykorzystująca zaawansowane osiągnięcia informatyki i telekomunikacji do zdalnego monitorowania pacjentów na odległość.

Systemy telemedycznej opieki domowej monitorują pacjenta w sposób holistyczny, wykorzystując do tego zintegrowane systemy teleinformatyczne. Badają podstawowe parametry życiowe, jak np.: ciśnienie tętnicze, tętno, masę ciała, temperaturę, stężenie glukozy w krwi, saturację, kontrolują także przypadki omdleń i upadków.

Ponadto, dają pacjentowi możliwość odbycia interaktywnej wideokonsultacji z lekarzem lub innym członkiem personelu medycznego.

(M. Bujnowska-Fedak, P. Kumięga, B. Sapilak: „Zastosowanie nowoczesnych systemów telemedycznych w opiece nad ludźmi starszymi, Family Medicine & Primary Care Review 2013; 15, 3: 441–446.)

Tyle medycznej pieśni przyszłości. 

A jak telemedycyna wygląda
obecnie w Polsce? 

Od marca, wraz z rozwojem pandemii koronawirusa i istotnym ograniczeniem wizyt stacjonarnych, co raz częściej korzystamy z usług telemedycznych.

Z reguły są to konsultacje telefoniczne, podczas których lekarz nawet nie widzi swojego pacjenta, nie mówiąc już o monitorowaniu jego stanu zdrowia w bardziej zaawansowany sposób. Taki rodzaj usług medycznych został wymuszony sytuacją, na którą nikt nie był przygotowany.

Z analiz Medicover Polska z czasów sprzed epidemii wynika, że spośród 4 milionów porad realizowanych rocznie, około 25% można przeprowadzić zdalnie – wykorzystując telemedycynę.

Mowa tu przede wszystkim o przedłużeniu recepty, wystawieniu skierowania, omówieniu wyników badań itd. (Raport pt.: Jak skutecznie wykorzystać potencjał telemedycyny w polskim systemie ochrony zdrowia?, s. 50, Warszawa, maj 2018 r., http://telemedycyna-raport.pl/api.pdf).

Co się dzieje obecnie z pozostałymi 75%, które do świadczeń telemedycznych się nie kwalifikują?

Zapewne znaczna część także korzysta z telefonicznych konsultacji z lekarzem, stając przed wyborem – taka konsultacja albo żadna.

Jednak, nawet stan epidemiczny nie uzasadnia obniżenia standardów leczenia pacjentów. Pisałam o tym w artykule pt.: Czy koronawirus może być przyczyną ograniczenia praw pacjenta?

Jakie ryzyka wiążą się
z konsultacjami telemedycznymi?

Po pierwsze, jak już wspomniałam, możliwość zbadania pacjenta i ustalenia jego stanu zdrowia jest bardzo ograniczona. Najczęściej lekarz nawet go nie widzi. Często także nie dysponuje żadnymi wynikami badań diagnostycznych, jeżeli jest to pierwszy kontakt pacjenta z lekarzem.

Po drugie, telemedycyny nie ma w programie kształcenia medyków. Nie zostali więc oni do tego systemowo przygotowani. W znacznej mierze muszą bazować na swojej intuicji oraz inwencji, jakimi pytaniami w wywiadzie z pacjentem zastępować luki co do możliwości fizykalnego zbadania pacjenta. 

Po trzecie, poziom komunikacji z pacjentami oraz ich poziom intelektualny jest różny. Natomiast w przypadku telekonsultacji całość opiera się na przekazie pomiędzy lekarzem i pacjentem oraz zrozumieniu zaleceń przez tego drugiego. 

A jak przedstawia się w takiej sytuacji odpowiedzialność lekarzy za błędy medyczne? Czy zostaną zastosowane łagodniejsze standardy?

Napiszę o tym w kolejnym artykule Odpowiedzialność lekarzy za błędy medyczne w telemedycynie.

Photo by NordWood Themes on Unsplash