Joanna Wielgolawska-Pilas

adwokat

Jestem adwokatem od 2011 roku. Specjalizuję się w prawie medycznym i odszkodowawczym. Prowadzę procesy dotyczące błędów medycznych...
[Więcej >>>]

Skontaktuj się!

Testy na COVIDW moim poprzednim artykule na temat nowej strategii Ministerstwa Zdrowia w walce z koronawirusem sygnalizowałam wątpliwości co do ścieżki diagnostycznej zaproponowanej przez resort.

Dotyczyły one głównie:

  • sposobu diagnostyki, który faktycznie opóźnia moment zlecania testów na COVID i ogranicza ich liczbę oraz
  • możliwości organizacyjnych przychodni w kontekście przyjmowania pacjentów potencjalnie zakażonych koronawirusem bez narażania na zakażenie pozostałych pacjentów.

                     Zastrzeżenia lekarzy POZ

Koncepcja ogłoszona przez resort zdrowia nie przeszła również bez echa wśród lekarzy, szczególnie podstawowej opieki zdrowotnej. To na nich przerzucono bowiem zasadniczy ciężar diagnozowania chorych na COVID-19. Nie otrzymali jednak do tego odpowiednich narzędzi.

Zastrzeżenia lekarzy POZ dotyczyły głównie możliwości zlecenia testu dopiero po fizykalnym badaniu pacjenta:

Badanie fizykalne w żaden sposób przecież nie pozwala odróżnić zakażenia wirusem SARS-CoV-2 od zakażenia wirusem grypy, czy innymi wirusami paragrypowymi.

Podkreślali też, że wizyta covidowego pacjenta w przychodni stanowi potencjalne źródło wybuchu nowego ogniska epidemii, skutkującego łańcuchem zakażeń.

Test na COVID zlecony w ramach teleporady

Ostatecznie w przepisach, które weszły w życie 9 września ustalono, że druga wizyta lekarska, podczas której w uzasadnionych przypadkach lekarz będzie kierował na test, również może być teleporadą.

Jak przekazał Minister Zdrowia:

Zdecydowaliśmy utworzyć pewnego rodzaju „furtkę”, czyli rozwiązanie, że w przypadkach najbardziej oczywistych, gdzie podejrzenie koronawirusa graniczy z pewnością – gdy jest gorączka powyżej 38 stopni, kaszel, duszności, utarta węchu lub smaku – nie będzie konieczności odbycia tradycyjnej wizyty i badania fizykalnego przed zleceniem testu.

Warunkiem jest wystąpienie czterech objawów, to jest gorączki powyżej 38 stopni Celsjusza, kaszlu i duszności oraz utraty węchu lub smaku.

Czy faktycznie jest to rozwiązanie, które cokolwiek zmienia?

Prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia Bożena Janicka wskazuje:

Jeżeli muszę mieć cztery twarde objawy, to jako medyk, mając pacjenta, który ma gorączkę piątą lub siódmą dobę, do tego ma kaszel, duszność i zaburzenia smaku, to na pewno nie wyślę go do kolejki na wymaz, tylko wyślę go na oddział, bo on już ma pełen obraz choroby. My nie potrzebujemy wymazu, gdy mamy 99 proc. pewności, że to jest COVID.

Ponadto, jak piszą lekarze POZ z Porozumienia Zielonogórskiego w liście otwartym do Ministra Zdrowia tylko 3-4 proc. zakażonych osób ma jednocześnie objawy wymienione w rozporządzeniu. 

Pozostali potencjalnie zakażeni pacjenci powinni zostać zbadani fizykalnie. Dopiero wówczas lekarz, zgodnie z rozporządzeniem, może skierować ich na test w kierunku COVID-19.

Skoro badanie fizykalne w żaden sposób nie pozwala odróżnić zakażenia wirusem SARS-CoV-2 od zakażenia wirusem grypy, czy innymi wirusami paragrypowymi, to wygląda na to, że ma się odbyć wyłącznie pro forma, aby spełnić wymogi z rozporządzenia.

Na usta ciśnie się więc pytanie, czy w lekarz musi zastosować się do przepisów określających zasady kierowania na testy na COVID?

Ograniczenia z rozporządzenia a wskazania aktualnej wiedzy medycznej

Lekarz ma obowiązek wykonywać zawód, zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej, dostępnymi mu metodami i środkami zapobiegania, rozpoznawania i leczenia chorób, zgodnie z zasadami etyki zawodowej oraz z należytą starannością (art. 4 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty).

Zarówno aktualna wiedza medyczna, zasady etyki zawodowej jak i należyta staranność przemawiają za tym, żeby pacjentów kierować na testy jak najszybciej.

Problem pojawia się w kontekście „dostępnych metod”, czyli ograniczenia możliwości skierowania pacjenta na test dopiero:

  • po 3-5 dniach od pierwszej teleporady,
  • w ramach drugiej teleporady, gdy u pacjenta wystąpią jednocześnie: gorączka powyżej 38 stopni, kaszel, duszności, utarta węchu lub smaku, lub
  • po badaniu fizykalnym.

Moim zdaniem lekarz może wypisać skierowanie na test bez zachowania tej ścieżki. Uprawnia, a nawet zobowiązuje go do tego właśnie cytowany art. 4 ustawy o zawodzie lekarza. Medyk ma podjąć taki sposób postępowania (leczenia), które powinno, przy zachowaniu aktualnego stanu wiedzy i zasad staranności, zmierzać do wyleczenia, a przede wszystkim do nie narażania pacjentów na pogorszenie stanu zdrowia.

Dolewając oliwy do ognia, dodam jeszcze, że dotyczy to nie tylko potencjalnie chorego na COVID, ale także pacjentów przewlekle chorych, znajdujących się w grupie ryzyka i czekających na wizytę w poczekalni. Tej samej, w której pojawi się covidowy pacjent przed  badaniem fizykalnym pro forma poprzedzającym wystawienie skierowania na test …

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 600 870 182e-mail: kancelaria@kancelaria-jwp.pl

 strategia Ministerstwa Zdrowia w walce z koronawirusemTak miało być:

Lekarze rodzinni w ramach teleporady będą wysyłać pacjentów na test w kierunku COVID-19.

Lekarze rodzinni uważają, że plan resortu to dobry kierunek. Mają jednocześnie wątpliwości, czy wystarczy testów.

Tak będzie*:

Chcielibyśmy, żeby ta opieka zaczynała się od teleporady, jest to rozwiązanie, które się bardzo upowszechniło i które również ogranicza ryzyko transmisji wirusa. Ale jeżeli będą się objawy przedłużały i po 3-5 dniach utrzymywały bądź nasilały, to wtedy oczywiście jest konieczność pionowanego badania i tutaj chcemy, żeby to było badanie fizykalne, bo ono ma poprzedzić decyzję o skierowaniu na badanie w kierunku COVID-u, czyli na wymaz – tłumaczył szef resortu zdrowia”.

POZ-ty na pierwszej linii w walce w koronawirusem

Dziś Minister Zdrowia ogłosił nową strategię w walce z koronawirusem. Komentarzy ekspertów brak w sieci, a mi na usta ciśnie się wiele pytań. Głównie związanych z przeniesieniem ciężaru walki z COVID na POZ-ty.

Zastanawiam się, jak przychodnie, do tej pory albo zamknięte, zwłaszcza w początkowej fazie epidemii, albo działające głównie w trybie teleporad, mają stać się bastionem w walce z koronawirusem? Jaka zmiana musi dokonać się w nastawieniu lekarzy rodzinnych? Przez ostatnie pół roku prawie nie widywali swoich pacjentów. Teraz w okresie największego wzrostu zachorowań mają być wystawieni na pierwszy front?

Kto przygotuje do tego organizacyjnie przychodnie? Z reguły mają ono jedno wejście i ciasny korytarz ciągnący się przez cały budynek, na którym w starych dobrych czasach tłoczyli się kichający i kaszlący pacjenci. Teraz mogą oni co najwyżej wisieć na łączach telefonicznych albo kłębić się, ale w kolejce do rejestracji. Lekarz najpierw przyjmie ich w formie teleporady.

Ścieżka diagnostyczna pacjenta z koronawirusem

Zastanawia mnie też ścieżka diagnostyczna zaproponowana przez Ministerstwo Zdrowia.

Najpierw teleporada, jeżeli po 3-5 dniach objawy będą się utrzymywały bądź nasilały, to dopiero wówczas badanie fizykalne u lekarza. Przypominam, że mówimy o strategii w walce z koronawiursem, a więc o gorączce, kaszlu i duszności. Ręka do góry komu kaszel minął w ciągu 3-5 dni.

Czemu więc ma służyć to czekanie? I czy lekarz, który już podczas teleporady podejrzewa u pacjenta COVID też musi czekać? Nie może wcześniej skierować pacjenta na badanie? Czy dotyczy to też pacjentów z grupy podwyższonego ryzyka? A co, jeżeli okaże się, że po tych 3-5 dniach będzie za późno? Kto będzie za to odpowiadał? Oczywiście lekarz – ten ma leczyć wg aktualnej wiedzy medycznej a nie strategii Ministerstwa Zdrowia.

Załóżmy, że pacjent szczęśliwie dożył badania fizykalnego i został zakwalifikowany do wykonania testu. Wynik, jak pójdzie bardzo dobrze, otrzyma następnego dnia. W sumie od teleporady do dnia diagnozy minie w optymistycznym scenariuszu 4-6 dni.

Scenariusz może zmienić wersję na mniej optymistyczną, jeżeli chory napotka na swojej drodze typowe bariery, tj. wiecznie zajęta linia, czy „brak numerków” na wizytę lekarską.

Kończąc przypomnę wniosek prof. Josepha Larsena z University of Southern California, że wczesne rozpoznanie COVID-19 może mieć kluczowe znaczenie dla skuteczności leczenia tej choroby i zapobieganiu jej powikłań.

Jak wiadomo, leczenie powikłań jest najbardziej kosztowne. O koszcie etycznym nie wspominając…

Czy warto więc oszczędzać na testach?

* rozporządzeniem z dnia 9 września Minister Zdrowia wprowadził zmiany do strategii ogłoszonej 3 września; opisałam je w artykule: Testy na COVID – rozdźwięk między rozporządzeniem Ministra Zdrowia a wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 600 870 182e-mail: kancelaria@kancelaria-jwp.pl

Dostęp do nagrania z teleporady

Joanna Wielgolawska-Pilas01 września 2020Komentarze (0)

nagranie z teleporady

Z tego artykułu dowiesz się:

  • czy nagranie z konsultacji telemedycznej stanowi część dokumentacji medycznej,
  • także czy jako pacjent masz prawo dostępu do takiego nagrania,
  • oraz czy masz prawo uzyskania takiego nagrania jako osoba bliska zmarłego pacjenta.

W dalszym ciągu znaczna część konsultacji medycznych odbywa się w formie tzw. teleporad. Z reguły przed rozpoczęciem rozmowy z lekarzem jesteśmy pytani, czy wyrażamy zgodę na jej nagrywanie.

Szczególnie w lecznictwie prywatnym jest to warunek odbycia telefonicznej konsultacji medycznej.

Wobec tego, czy nagranie teleporady
stanowi część dokumentacji medycznej?

Rodzaje i zakres dokumentacji medycznej określa całkiem świeże Rozporządzenie Ministra Zdrowia z 6 kwietnia 2020 r. Przyjęte już w czasach COVID-19, kiedy leczenie przeniosło się w znacznej mierze na łącza telefoniczne.

Pomimo różnorodności form dokumentacji medycznej, próżno szukać wśród niej nagrania z konsultacji telemedycznej. Nagranie porady lekarskiej nie stanowi więc dokumentacji medycznej. W rezultacie nie podlega zasadom udostępniania jak dokumentacja medyczna.

Podmiot medyczny nie ma też obowiązku jego archiwizacji i przechowywania przez okresy typowe dla dokumentacji medycznej.

Co to zmienia w sytuacji pacjentów?

Pacjent nie otrzyma nagrania z teleporady na wniosek o udostępnienie pełnej dokumentacji medycznej.

Wobec tego, czy pacjent w ogóle nie ma prawa do uzyskania kopii nagrania ze swojej konsultacji telemedycznej?

Nierzadko zdarza się, że podczas rozmowy telefonicznej z lekarzem chory przekazuje o wiele więcej informacji dotyczących jego stanu zdrowia niż zostało to odnotowane w dokumentacji medycznej. Analogicznie, lekarz podaje dodatkowe zalecenia, których nie odnotowuje w historii choroby pacjenta.

Nagranie z telefonicznej konsultacji może być więc cennym dowodem w sprawie o błąd medyczny.

Jak więc je pozyskać?

Nagranie z teleporady to dane osobowe

Warto wiedzieć, że nagranie telefonicznej konsultacji medycznej to dane osobowe, do tego tzw. dane wrażliwe, gdyż dotyczące stanu zdrowia. Są to m. in. informacje o chorobie, historii medycznej, dotychczasowym leczeniu, aktualnym stanie zdrowia itp.

Nagranie z konsultacji medycznej podlega więc zasadom przetwarzania jak dane osobowe.

A to oznacza, że osoba, której dane dotyczą, jest uprawniona do uzyskania dostępu do swoich danych osobowych (art. 15 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych „RODO”).

Przekładając to na uprawienia pacjenta – jest on uprawniony do dostępu do nagrania udzielonej mu telefonicznie konsultacji medycznej.

Co istotne, pierwsza kopia przetwarzanych danych osobowych jest wydawana nieodpłatnie (art. 15 ust. 3 RODO). Placówka medyczna powinna więc wydać kopię nagrania z teleporady bez pobierania opłat.

Czy prawo uzyskania nagrania z teleporady
dotyczy bliskich pacjenta?

Odpowiadając na to pytanie, trzeba zwrócić uwagę na to, że RODO posługuje się określeniem „osoba, której dane dotyczą”. Oznacza to, że prawo dostępu do danych osobowych, a w naszym przypadku – do nagrania, dotyczy wyłącznie pacjenta.

Do wystąpienia z wnioskiem o udostępnienie nagrania nie będą zatem uprawnieni bliscy zmarłego pacjenta ani osoby upoważnione przez niego do dostępu do dokumentacji medycznej.

Prawo pacjenta do dostępu do danych osobowych, o którym mowa w art. 15 RODO, jest prawem odrębnym od prawa dostępu do dokumentacji medycznej.

Dlatego też upoważnienie udzielone przez pacjenta innej osobie do dostępu do jego dokumentacji medycznej nie obejmuje upoważnienia do dostępu przez tę osobę do danych osobowych pacjenta, a w szczególności nagrania z konsultacji telemedycznej.

Podsumowując:

  • nagranie z teleporady nie wchodzi w skład dokumentacji medycznej;
  • pacjent może uzyskać dostęp do takiego nagrania na podstawie przepisów o ochronie danych osobowych;
  • uprawnienie to nie dotyczy już jednak osoby upoważnionej przez pacjenta ani bliskich zmarłego.

*****

Poczytaj także o:

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 600 870 182e-mail: kancelaria@kancelaria-jwp.pl

Dostęp do usług medycznych jest w dalszym ciągu utrudniony z powodu koronawirusa. Substytutem tradycyjnych wizyty u lekarza stały się więc w dużej mierze teleporady.

O ograniczeniach związanych z telefonicznymi konsultacjami medycznymi pisałam już w artykule: pt.: Telemedycyna w czasach pandemii.

Teraz pora zastanowić się nad odpowiedzialnością prawną za teleporadę.

teleporada

Odpowiedzialność prawna
za błędną teleporadę

Muszę przyznać, że mój punkt widzenia na tę kwestię zmienił się. Początkowo, jeszcze przed epidemią koronawirusa, moje odczucia co do odpowiedzialności prawnej lekarza konsultującego pacjenta przez telefon były bardziej liberalne. Przecież nie może on zbadać pacjenta fizykalnie, nie widzi go, często jest to pierwszy kontakt lekarza z chorym.

To wszystko prawda.

Nie można jednak zapominać, że podczas konsultacji telefonicznej lekarz stawia diagnozę, przepisuje leki, skierowania, wykonuje więc standardowe świadczenia zdrowotne. W konsekwencji, warunkuje sposób leczenia oraz szanse na wyleczenie.

Pacjenci polegają na telemedycznych diagnozach lekarskich.

Bardzo obrazowo widać to na przykładach pacjentów, których bliscy trafili do mnie po ich śmierci, która nastąpiła po nietrafionym leczeniu przez telefon. Tak, drodzy medycy – błędne rozpoznanie i w konsekwencji niewłaściwe leczenie zaordynowane przez telefon, może przyczynić się do śmierci pacjenta. 

Błędy medyczne w ramach
teleporady i ich skutki

Rzuć okiem na dwa przykłady z życia wzięte:

Pierwszy:

Pierwszy chory trafił na SOR z powodu silnego bólu brzucha, promieniującego do okolicy lędźwiowej. Bólowi towarzyszyły nudności oraz wymioty. W szpitalu postawiono diagnozę kolki nerkowej. Lekarz poinformował pacjenta, że jest to spowodowane kamicą nerkową i ból ustąpi po tym, jak „wysika” kamień (którego notabene nie było widać na USG).

Chorego uprzedzono, że będzie to długotrwały, bolesny proces, a do momentu pozbycia się kamienia mocz będzie jedynie „kropelkował”. Pacjent otrzymał receptę na leki rozkurczowe i przeciwbólowe, po czym został wypisany do domu. Dodam, że pacjent miał tylko jedną nerkę.

W kolejnych dniach, tak jak zapowiedzieli lekarze, mocz „kropelkował”. Pacjent i jego rodzina odczytywali te objawy jako normalne przy konieczności „wysikania” kamieni nerkowych. Byli  przekonani, że leczenie postępuje prawidłowo, ale stan ogólny pacjent nie poprawiał się. 

Po kilku dniach chory zdecydował, że skorzysta z telefonicznej konsultacji medycznej w ramach abonamentu medycznego, który posiadał. Przesłał lekarzowi dokumentację medyczną, którą otrzymał ze szpitala. Po jej analizie i rozmowie z pacjentem lekarz udzielający e-porady potwierdził, że leczenie przebiega prawidłowo. 

Minęło kilka kolejnych dni i stan chorego pogorszył się do tego stopnia, że wystąpiły u niego zaburzenia świadomości. Rodzina zawiozła chorego na SOR, skąd trafił na Oddział Intensywnej Terapii. W szpitalu zdiagnozowano ostrą niewydolność jedynej nerki pacjenta. Zweryfikowano też błędną diagnozę kolki nerkowej, rozpoznając u chorego zawał nerki.

Niestety było już za późno na odwrócenie skutków, stan pacjenta był tak poważny, że zmarł w trakcie hospitalizacji.

Drugi:

Druga sytuacja dotyczyła leczenia infekcji dróg oddechowych. Wydawałoby się rzecz banalna. Tak, ale nie w dobie koronawirusa i w przypadku osoby z grupy podwyższonego ryzyka śmiertelności. Lekarz pierwszego kontaktu w ramach teleporady przepisał chorej antybiotyk. Po zakończeniu antybiotykoterapii stan pacjentki nie poprawił się. W dalszym ciągu uskarżała się na osłabienie oraz duszność.

Lekarz zalecił wzmocnienie organizmu witaminami. Nie zalecił osobistej wizyty lekarskiej ani żadnych badań diagnostycznych. Następnego dnia pacjentka udała się na izbę przyjęć do szpitala. Tam postawiono wstępną diagnozę zachorowania na COVID-19. Testu już nie wykonano, ponieważ chora zmarła jeszcze tego samego dnia.

Oba przypadki nie zwiastowały początkowo niczego dramatycznego. Pacjenci nie zgłosili się do konsultacji telemedycznej w stanach nagłych. Pierwszy pacjent został przecież zbadany na szpitalnym SOR-ze, gdzie postawiono diagnozę i zalecono leczenie, które przebiegało zgodnie z przewidywaniami. Drugi przypadek to była tylko zwykła infekcja dróg oddechowych. 

Na czym więc polegały błędy lekarzy?

Pierwszy lekarz podjął się leczenia w sytuacji, gdy ze względu na ograniczenia diagnostyczne związane z poradą zdalną, powinien skierować pacjenta na wizytę osobistą. Ewentualnie, mógł zlecić wykonanie nowych badań, z którymi chory powinien zgłosić się na taką wizytę.

Nie zrobił tego i opierał swoją diagnozę na nieaktualnych już wynikach badań. Ponadto, jak się później okazało, zostały one błędnie zinterpretowane zarówno przez lekarzy na SOR-ze, jak i przez niego samego.

Niewątpliwie, rozpoznanie postawione przez specjalistów w szpitalu jest bardzo sugerujące dla lekarza konsultującego w ramach teleporady. Nie ma on przecież takich możliwości zbadania pacjenta jak lekarze, którzy mieli osobisty kontakt z pacjentem.

To także przemawia za tym, że lekarz nie powinien skierować pacjenta na osobistą wizytę. W formie teleporady nie mógł bowiem zapewnić pacjentowi odpowiedniej diagnostyki.

Jeżeli chodzi o postępowanie drugiego z medyków, to zbagatelizował brak poprawy. Bezpodstawnie założył, że choroba już ustąpiła, a organizm pacjentki wymaga jedynie wzmocnienia. Ze względu na wiek, chora należała do grupy podwyższonego ryzyka śmiertelności w przypadku zachorowania na COVID-19.

Mamy przecież do czynienia ze stanem epidemicznym i każdy z nas może potencjalnie zarazić się koronawirusem. W przypadku braku poprawy i ograniczonej możliwości zbadania pacjentki, lekarz powinien zalecić jej osobistą wizytę u lekarza. 

Porada telemedyczną nie zastępuje
osobistej opieki lekarza nad pacjentem

Podsumowując działania obu lekarzy, trzeba pamiętać, że porada telemedyczna nie zastępuje osobistej opieki lekarza nad pacjentem. Stanowi jedynie uzupełnienie tego procesu i ułatwienie organizacyjne.

Nic w tym zakresie nie zmienia stan epidemiczny. Teleporady nie mogą stać się podstawową formą kontaktu pacjenta z lekarzem, ponieważ nie wszystkie przypadki się do tego kwalifikują.

Warto przypomnieć, że najczęstszą przyczyną błędów diagnostycznych jest niedokładne przeprowadzenie badania, niezalecenie badań dodatkowych, czy zebranie niedokładnego wywiadu. Ryzyko popełnienia tych zaniechań wzrasta istotnie w przypadku teleporady.

Szczególnie w odniesieniu do pacjentów pierwszorazowych, którzy nie mają jeszcze żadnej historii choroby ani badań diagnostycznych.

Odpowiedzialność prawna za błędną teleporadę

Jak już wspomniałam, konsultacje telemedyczne są świadczeniem zdrowotnym tak samo, jak wizyta w przychodni. Teleporady podlegają więc takim samym kryteriom oceny, jak świadczenia medyczne udzielne pacjentowi osobiście. 

Za błędy medyczne popełnione przy udzielaniu konsultacji telemedycznych, lekarze podnoszą więc odpowiedzialność cywilną, karną oraz zawodową.

Dlatego też, istotnymi elementami leczenia na odległość, na które zwraca uwagę Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej (https://nil.org.pl/uploaded_files/1575014546_ps100-19-viii.pdf) są poinformowanie pacjenta o:

  • ewentualnych ograniczeniach konkretnej metody telemedycznej oraz
  • możliwości wyboru przez pacjenta bezpośredniego kontaktu z lekarzem, na każdym etapie udzielania takiego świadczenia telemedycznego. 

Zdjęcie: National Cancer Institute on Unsplash

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 600 870 182e-mail: kancelaria@kancelaria-jwp.pl

Czy koronawirus może być przyczyną ograniczenia praw pacjenta - lekarz z maseczka

Od marca funkcjonujemy w nowej pandemicznej rzeczywistości, która ma także ogromny wpływ na leczenie innych chorób niż COVID-19.

Na początku epidemii dostęp do świadczeń medycznych został ograniczony do przypadków nagłych i stanów zagrażających życiu.

Odwołano zabiegi planowe, przychodnie zarówno prywatne jak i publiczne zostały zamknięte, a świadczenia medyczne, poza paroma wyjątkami ograniczono do konsultacji telemedycznych.

Na wszystkie placówki medyczne nałożono konieczność zachowania reżimu sanitarnego, mającemu zapobiec rozprzestrzenianiu się koronawirusa.

Konsekwencją jest ograniczenie praw
pacjentów oraz ich bliskich

Nowe realia przyniosły ze sobą wiele trudnych sytuacji: porody bez asysty osób bliskich, zakaz odwiedzin chorych oraz umieranie pacjentów w samotności. Sytuacje te były i są źródłem frustracji oraz rozgoryczenia pacjentów oraz ich bliskich. 

Zgłaszają się do mnie rodziny pacjentów hospitalizowanych i leczonych w takich warunkach. Są przekonani, że doszło do naruszenia praw pacjenta, a w konsekwencji, że powinno zostać wszczęte postępowanie przeciwko lekarzom lub placówce medycznej.

Czy faktycznie są do tego podstawy?

Kiedy można ograniczyć korzystanie
z praw pacjenta

Zgodnie z art. 5 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, kierownik placówki medycznej lub upoważniony przez niego lekarz może ograniczyć korzystanie z praw pacjenta:

  • w przypadku wystąpienia zagrożenia epidemicznego; 
  • ze względu na bezpieczeństwo zdrowotne pacjentów; 
  • ze względu na możliwości organizacyjne podmiotu, w przypadku prawa do odwiedzin bliskich.

W czasie pandemii mamy bez wątpienia do czynienia z dwoma pierwszymi przypadkami. Co do możliwości organizacyjnych naszych placówek medycznych, to i bez epidemii odbiegają one istotnie od nowiutkich, błyszczących nowoczesnym wyposażeniem szpitali z seriali o medykach. 

Także podstawy do ograniczania praw pacjenta istnieją.

Prawa pacjenta, które nie podlegają ograniczeniu
nawet w czasie epidemii

Są jednak prawa pacjenta, które nie ulegają ograniczeniom nawet w przypadku stanu epidemicznego. Należą do nich:

  • prawo do informacji o stanie zdrowia, rozpoznaniu, proponowanych metodach leczenia i czasu ich trwania; 
  • prawo do leczenia, w tym innych chorób niż choroba zakaźna; 
  • prawo do poszanowania intymności i godności;
  • prawo do zgłaszania niepożądanych działań produktów leczniczych;
  • prawo dostępu do dokumentacji medycznej, która może być udostępniona do wglądu, w formie kopii, wydruku lub odpisu;
  • prawo do zasięgnięcia opinii innego lekarza lub zwołania konsylium. 

Najistotniejsze jest prawo do leczenia. Wszystkie pozostałe uprawnienia są jego pochodną i mają służyć zapewnieniu prawidłowego przebiegu procesu leczenia.

Standardy leczenia w czasie pandemii 

Oto przykład prosto z życia:

Ostatnio zgłosiła się do mnie córka zmarłej pacjentki, której tego prawa do leczenia odmówiono. Początkowo chora była leczona w drodze konsultacji telemedycznych i przyjmowała antybiotyk.

Po zakończeniu cyklu leczenia pacjentka nie zauważyła żadnej poprawy. Wręcz przeciwnie czuła się jeszcze gorzej, do tego stopnia, że rodzina skłoniła ją do wizyty na izbie przyjęć w miejscowym szpitalu.

Po przyjeździe do placówki chora nie została zbadana (!). Lekarz zamienił parę zdań z córką pacjentki, która przywiozła matkę do szpitala. Następnie wypisał skierowanie do oddziału, który w tej placówce był akurat zamknięty. Pacjentkę trzeba było przewieźć do drugiego szpitala – oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów, tracąc na to cenny czas, ponieważ stan chorej stale się pogarszał.

W drugim szpitalu pacjentka została zbadana, po czym okazało się, że skierowanie było zupełnie nietrafione. Pacjentkę powinno się leczyć na innym oddziale, którym nie dysponował drugi szpital. Było on za to w pierwszej placówce, do której zgłosiła się chora i została odesłana.

Niestety, było już za późno na kolejny transport chorej, zmarła ona niewiele później. Pacjentka nie otrzymała potrzebnych świadczeń medycznych, które powinny być udzielone jej kilka godziny wcześniej w poprzednim szpitalu i mogły dać szansę na przeżycie.

W tym przypadku w kardynalny sposób złamano prawo pacjenta do leczenia.

Czy koronawirus może być przyczyną
ograniczenia praw pacjenta

Jak już wspomniałam, nawet w czasie epidemii prawo pacjentów do leczenia nie powinno być ograniczane. Dotyczy to leczenia również innych chorób niż COVID-19. Epidemia nie uzasadnia także obniżenia standardów leczenia. Diagnozy nie można stawiać „na oko” ani na wyczucie, jak to zostało zrobione w opisanym przeze mnie przypadku. 

Do prawidłowego postawienie diagnozy konieczne jest osobiste fizykalne zbadanie pacjenta (art. 42 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty). Dotyczy to szczególnie pacjentów zgłaszających się do Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych, a więc z definicji pacjentów w stanie zagrożenia życia.

Wyjątek od zasady osobistego zbadania pacjenta dotyczy świadczeń telemedycznych, których napisałam w artykule pt.: Telemedycyna w czasach pandemii.

Bez badania pacjenta nie powinno więc stawiać się diagnozy i ukierunkować w ten sposób leczenia, tak jak to miało miejsce w opisanym przeze mnie przypadku. Jak przypuszczam, lekarz nie zbadał pacjentki, aby zachować dystans i nie narażać siebie na bezpośredni kontakt z chorą i ewentualne zakażenie koronawirusem.

Cała procedura została przeprowadzona na dziedzińcu szpitala – pacjentka siedziała w samochodzie, a lekarz stał po stronie kierowcy i rozmawiał z córką pacjentki, a nie z nią samą. Stanowiło to karykaturę wykonania świadczenia medycznego. Lekarz podjął się bowiem jego wykonania wydając skierowanie, które wpłynęło na dalszy przebieg leczenia.

W ten sposób medyk naruszył nie tylko przepisy ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty (art. 42 tej ustawy), ale także zasady etyki lekarskiej (art. 9 KEL).

Nawet stan epidemiczny nie może uzasadniać obniżenia standardów leczenia pacjentów.

Zdjęcie: Ashkan Forouzani on Unsplash

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 600 870 182e-mail: kancelaria@kancelaria-jwp.pl